Chwilo trwaj. Weekend pełny piłkarskich hitów

stadion-podsumowanie-tygodnia

Pomyślicie sobie pewnie, że jesteśmy monotematyczni. Ciągle tylko piłka i piłka. Jak jednak o niej nie pisać, gdy w dniu wczorajszym byliśmy świadkami aż tylu niesamowicie interesujących spotkań. Czy zaspokoiły one oczekiwania kibiców? A może były hitami tylko z nazwy? O tym w kilku słowach w poniższych akapitach. Serdecznie zapraszamy.

Ligowe klasyki

Tę część tekstu o ligowych klasykach nie sposób zacząć inaczej niż od krótkiej notki o legendarnym El Clasico. W niedzielne popołudnie na Camp Nou miała miejsce 247. odsłona tego chyba najbardziej prestiżowego spotkania na świecie. Nie bez powodu zdecydowanie więcej szans na końcowy triumf dawano ekipie dowodzonej przez Carlo Ancelottiego. W stolicy kraju jest bowiem względnie spokojnie w porównaniu do tego, co dzieje się aktualnie w Barcelonie. 

Atmosfera wewnątrz klubu przełożyła się rzecz jasna również na poczynania boiskowe. To Królewscy byli od pierwszych minut stroną przeważającą, co poskutkowało objęciem prowadzenia w 32. minucie za sprawą Davida Alaby.

Druga część meczu nie należała do najpiękniejszych w historii futbolu. Prawdziwe emocje rozpoczęły się dopiero w doliczonym czasie gry. W 93. minucie kolejną bramkę dla Realu zdobył Lucas Vazquez, a cztery minuty później honorowe trafienie zaliczył Sergio Aguero. Tym samym po raz 99. triumfatorem El Clasico zostali Galacticos.

Wielkie lanie na Old Trafford

Zdaje się, że nic nie uchroni już Ole Gunnara Solskjaera od opuszczenia ekipy dwudziestokrotnych mistrzów Anglii. Czerwone Diabły dowodzone przez Norwega doznały bowiem w niedzielę jednego z największych upokorzeń w historii. Wynik 0-5 to najwyższa porażka Manchesteru na własnym obiekcie na przestrzeni wszystkich dotychczasowych bezpośrednich potyczek z Liverpoolem. 

Oprócz samego wyniku bardziej bolał chyba jednak styl, w jakim Cristiano Ronaldo i spółka odnieśli tę porażkę. United w ogóle nie istniało tego popołudnia na boisku. Czy jest to jednakże wyłącznie wina trenera? Mamy pewne wątpliwości. Jeśli najdroższy obrońca świata gra jak amator, to coś tu chyba jest nie tak, prawda?

Spokojny wieczór na Półwyspie Apenińskim

Po krótkim pobycie w Hiszpanii, a także małym epizodzie na Wyspach Brytyjskich płynnie przenosimy się na Półwysep Apenińskim. Tam już od 18:00 miało być bardzo ciekawie, gdyż na Stadio Olimpico przyjechał aktualny lider z Neapolu. Jak się później okazało piłkarze Romy oraz Napoli nie uraczyli nas choćby jednym trafieniem, lecz samo starcie mimo to stało na bardzo wysokim poziomie.

Chwilę później w Mediolanie miejscowy Inter podejmował ekipę Starej Damy. Niemal przez pełne 90. minut był w tej potyczce stroną przeważającą, jednakże za sprawą kontrowersyjnego rzutu karnego musiał ostatecznie podzielić się punktami z jednym ze swoich odwiecznych rywali. 

Na szczycie tabeli obyło się zatem bez większych zmian. Liderem pozostaje drużyna dowodzona przez Luciano Spallettiego. Natomiast druga lokata należy do popularnych Rossonerich, którzy mają w tej chwili tyle samo punktów co Zielu i spółka.

Paryż nadal na czele

Na sam koniec tej krótkiej wędrówki nie sposób nie wspomnieć o pojedynku 57. z 9. drużyną klubowego rankingu UEFA. Na Stade Velodrome Olympique Marsylia podejmował lidera z Paryża, który mimo kilku wyraźnych osłabień był i tak kreowany na wyraźnego faworyta.

Ten, kto śledzi dokładnie rywalizację pomiędzy oboma zespołami, ten wie, że obfituje one zwykle w sporą ilość stykowych sytuacji. Nie inaczej było również i tym razem. Z sytuacji wartych odnotowania będzie na pewno ta z 21. minuty. To wtedy do bramki strzeżonej przez Keylora Navasa trafił Arkadiusz Milik, aczkolwiek z uwagi na pozycję spaloną jego klubowego kolegi gol ten nie został ostatecznie uznany. 

Siatkarskie święto w Lublinie

W lubelskiej hali Globus dnia 20 października odbyły się dwa spotkania finałowe Superpucharu Polski w siatkówce kobiet oraz mężczyzn. Wśród Pań najlepsze okazały się zawodniczki DevelopRes Bella Dolina Rzeszów, które po bardzo zaciętym pięciosetowym boju pokonały Grupę Azoty Chemika Police. Statuetkę za Superpuchar Polski wśród mężczyzn do góry wznieśli natomiast siatkarze Jastrzębskiego Węgla. Niemal bezproblemowo rozprawili się z aktualnymi mistrzem Polski z Kędzierzyna-Koźla w stosunku 25:18, 25:22 oraz 30:28. 

Bombardier ułożony do snu

Dla fanów mieszanych sztuk walk miniony weekend upłynął z pewnością pod znakiem KSW64. W łódzkiej Atlas Arenie odbyło się kilka naprawdę ciekawych pojedynków. W walce wieczoru Sebastian Przybysz obronił np. pas mistrzowski kategorii koguciej, lecz głównym daniem tego wieczoru było bez wątpienia starcie Mariusza Pudzianowskiego z senegalskim „Bombardierem”, Serigne’em Ousmane’em Dią.

Ponad 30kg cięższy reprezentant Senegalu nie sprawił najsilniejszemu człowiekowi świata najmniejszych problemów. Pudzian zakończył swój pojedynek w niespełna 18 sekund! W kuluarach można było usłyszeć głosy, że tak szybkiego nokautu nie spodziewali się nawet najwięksi fachowcy od MMA. Wychodzi więc na to, że Mariusz Pudzianowski jest jak wino – im starszy, tym lepszy.

Ocena artykułu
5.0/5 (głosów: 1)