Piłkarsko-tenisowe emocje. Czy reprezentacja Polski zapewniła sobie już udział w barażach?

Końcówka zmagań grupowych w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Katarze, a także szybki powrót na ligowe boiska. Sportowych emocji było w minionym tygodniu co niemiara. Co było warte szczególnej uwagi? O tym w kilku słowach w dzisiejszym artykule. Serdecznie zapraszamy.

Albańskie piekiełko

Wszyscy byli świadomi tego, że mecz na obiekcie w Tiranie będzie miał niesamowity ciężar gatunkowy. Przede wszystkim ewentualny zwycięzca miał bardzo zbliżyć się do gry w barażach do mundialu. To jednak nie wszystko. Spotkania rozgrywane na bałkańskiej ziemi mają to do siebie, że kibice zgromadzeni na stadionach robią bardzo często za dwunastego zawodnika. Nie inaczej było właśnie podczas wtorkowej potyczki pomiędzy reprezentacjami Albanii oraz Polski. 

Niechęć miejscowych sympatyków dało się odczuć już podczas odgrywania hymnów państwowych. Krewcy Albańczycy wybuczeli Mazurka Dąbrowskiego, co jak się okazało było bardzo mobilizujące dla Lewego i spółki. Nasze Orły już od pierwszych minut tej rywalizacji starały się być stroną przeważającą. Przysłowiowa „kropka nad i” została jednak postawiona dopiero w 77. minucie, kiedy to do bramki strzeżonej przez Etrita Berishę trafił Karol Świderski. Chwilę po jego golu rozpętało się wspomniane piekło.

Z uwagi na lecące w stronę reprezentantów Polski butelki arbiter tego spotkania zdecydował się o jego przerwaniu. Po niespełna piętnastu minutach przerwy piłkarze wrócili na boisko, jednakże wynik tego starcia nie uległ już zmianie. Tak po ósmej serii gier prezentuje się więc tabela grupy I:

PozycjaDrużynaMecze WygraneRemisyPrzegranePunkty
1.Anglia862020
2.Polska852117
3.Albania850315
4.Węgry832311
5.Andora82066
6.San Marino80080

Polakom do upragnionych baraży brakuje już bardzo niewiele. Podczas listopadowego zgrupowania podopieczni Paulo Sousy będą mierzyć się z Węgrami oraz Andorą. Wydaje się, że trzy oczka mamy już zatem niemal z automatu. Miejmy nadzieję, że będą one wystarczające do utrzymania cennej drugiej lokaty. W innym wypadku telenowela z nowym szkoleniowcem kadry może rozpocząć się na nowo. A tego przecież byśmy z pewnością nie chcieli. 

Indian Wells umiarkowanie udane dla Polaków

1/8 oraz 1/4 finału. Na tych etapach swój udział w tegorocznej edycji turnieju Indian Wells zakończyli kolejno Iga Świątek oraz Hubert Hurkacz. Teoretycznie można więc rzec, że tenisowa rywalizacja na kalifornijskich kortach była w ich wykonaniu stosunkowo udana. Przez dwa pierwsze spotkania Iga przeszła jak burza, tracąc w nich zaledwie pięć gemów. Jej pogromczynią okazała się dopiero Jelena Ostapenko, która pokonała 20-letnią Polkę w stosunku 4:6, 3:6. Świątek przyznała później w jednym z postów opublikowanych w mediach społecznościowych, że Indian Wells to jeden z jej ulubionych turniejów i że ma nadzieję wrócić tam za rok jeszcze silniejsza. 

Na jeszcze większe słowa pochwały zasłużył z pewnością Hubert Hurkacz. On do wspomnianego meczu 1/4 finału z Grigorem Dimitrowem nie stracił nawet seta. Wrocławianin zostawił wcześniej w pokonanym polu takich zawodników jak Aleksiej Popyrin, Frances Tiafo oraz Asłan Karacjew.

Samo starcie ćwierćfinałowe pomiędzy Polakiem a reprezentantem Bułgarii stało na bardzo wysokim poziomie. Zdaniem fachowców było zresztą jednym z najciekawszych podczas całego turnieju. Ostatecznie górą okazał się Dimitrow, choć pierwszy set padł łupem 24-latka znad Wisły. Końcowy rezultat tego starcia widniejący na tablicy wyników przedstawiał się następująco 6:3, 4:6, 6:7.

Występy na kortach w Indian Wells miały oczywiście swoje odzwierciedlenie także w oficjalnych rankingach. Iga Świątek niestety spadła na pozycję numer 11 w rankingu WTA. Hubert Hurkacz uzyskał natomiast awans na lokatę dziesiątą w rankingu ATP. Warto nadmienić, iż jest to pierwsza taka sytuacja od ponad 40 lat, kiedy w czołowej dziesiątce najlepszych tenisistów na świecie znajduje się gracz z Polski. W roku 1977 był to Wojciech Fibak. 

Ocena artykułu
5.0/5 (głosów: 1)