Nie zawsze jest kolorowo. Podsumowanie kolejnego tygodnia na sportowych arenach

podsumowanie-tygodnia-triumf-igi-swiatek

Po lekturze kilku poprzednich tekstów przybliżających Wam przebieg najciekawszych wydarzeń sportowych humory powinny raczej dopisywać. Sukcesy Igi Świątek, Huberta Hurkacza oraz dobre mecze w wykonaniu siatkarskiej reprezentacji Polski były z pewnością dostatecznym powodem do niemałej radości. Na przestrzeni kilku poprzednich dni doszło jednak do paru dość przykrych wydarzeń. Chcecie poznać szczegóły? Rzućcie więc okiem do niniejszego tekstu.

Trawa zdecydowanie jej nie służy

37. zwycięstw z rzędu. Dokładnie tyle trwała niesamowita passa Igi Świątek. Imponująca seria dość sensacyjnie została przerwana podczas III rundy turnieju na kortach Wimbledonu. Od bardzo dawna było wiadomo, że trawiasta nawierzchnia zdecydowanie nie służy polskiej zawodniczce. Mimo to wszyscy byli w pełni przekonani o tym, że pierwsza rakieta świata dojdzie co najmniej do meczu o tytuł. Na jej drodze w 1/16 finału stanęła jednak niestety Alize Cornete.

Wprawne tenisowe oko bez problemu mogło dostrzec, że już od pierwszego gwizdka sobotniej rywalizacji Iga nie prezentowała się na boisku na miarę swojego potencjału. Otwierająca partia przegrana w stosunku 4:6 dawała delikatne nadzieje na to, iż w drugiej partii sytuacja ulegnie znaczącej poprawie. Jak się później okazało były to jednak tylko złudne oznaki.

Obserwując zagraniczne media, można odnieść wrażenie, że opisywana porażka absolutnie nie mogła się przytrafić tenisistce pokroju Igi. Pamiętajmy aczkolwiek, że to tylko sport i tu zdarzyć może się absolutnie wszystko. Znając 21-latkę, już niebawem powróci ona na kort ze zdwojoną siłą.

Jej przewaga w rankingu WTA z uwagi na brak punktowania angielskich zmagań nie ulegnie choćby najmniejszej zmianie. Jesteśmy w 100% przekonani, że nim nastanie koniec bieżącego sezonu, to warszawianka udowodni jeszcze wszystkim wokół, kto jest najlepszy na świecie!

Obdarci z marzeń

Nie wiecie, jak to jest spaść z nieba do piekła? Zapytajcie zatem reprezentantów Polski, którzy kilkanaście godzin temu zaprzepaścili swoją wielką szansę na udział w koszykarskich mistrzostwach świata. A przecież raptem chwilę wcześniej w szeregach tej samej drużyny panowała olbrzymia euforia. Sport bywa brutalny i tym razem mamy tego niemal idealny przykład.

30 czerwca około godz. 23:00 na trybunach lubelskiej hali Globus miał miejsce wielki wybuch radości. Biało-czerwoni po dramatycznej dogrywce zostawili w pokonanym polu Izraelczyków, przedłużając tym samym nadzieje, na awans do koszykarski mundial w 2023 roku. Wszystko miało rozstrzygnąć się podczas niedzielnego starcia z Niemcami. 

Rezultat po pierwszej połowie zupełnie nie zapowiadał klęski, jaka miała niestety miejsce w dalszej części spotkania. Podopieczni Igora Miličića próbowali co prawda nawiązać jeszcze walkę w trzeciej kwarcie, ale ostatecznie wysiłek ten był daremny, gdyż różnica punktowa po końcowym gwizdku wyniosła aż 10 oczek.

Jak się okazuje wypadkową nieszczęsnej porażki z naszymi zachodnimi sąsiadami jest nie tylko brak kwalifikacji na przyszłoroczne mistrzostwa świata. Fakt zajęcia przez Biało-czerwonych ostatniego miejsce w swojej grupie to jednocześnie przymus udziału w prekwalifikacjach do kolejnego Eurobasketu.

Tak kiepskie wyniki drużyny narodowej w niemal 38 mln kraju? Przyznajcie szczerze, że powodów do dumy raczej zbytnich nie mamy. Oby przyszłość przyniosła nieco lepsze czasy dla polskiej koszykówki. Kto wie, być może Jeremy Sachan będzie jednym z kreatorów tych sukcesów. Mocno ściskamy za to kciuki!

Ocena artykułu
5.0/5 (głosów: 1)