Liga Narodów przekleństwem Jerzego Brzęczka?

Boisko Liga Narodow

Stworzenie tworu o wdzięcznej nazwie Ligi Narodów miało być zabiegiem mającym na celu nadanie specjalnej rangi spotkaniom towarzyskim, które rozgrywane są zwykle pomiędzy kolejnymi eliminacjami do wielkich imprez.

Choć w teorii premierowa edycja tej imprezy była przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, to aktualna edycja będzie raczej tylko poligonem doświadczalnym dla większości reprezentacji narodowych przed zbliżającym się Mistrzostwami Europy. Jak w pierwszych dwóch spotkaniach spisali się Polacy? Czy jesteśmy gotowi na przyszłoroczne EURO? Zapraszamy do lektury.

Taktyczna bojaźń

Miniony weekend z rozgrywkami ligowymi pokazał, iż zarzuty o braku warsztatu trenerskiego, a przede wszystkim wiedzy taktycznej, które wszem i wobec kierowane są w stronę szkoleniowca reprezentacji Polski są w pełni uzasadnione.

Gol oraz znakomite spotkanie w wykonaniu Mateusza Klicha. Trafienia w sparingach Piotra Zielińskiego oraz Sebastiana Walukiewicza. Niektórzy dość prześmiewczo twierdzą, że jest to „efekt Brzęczka” i doskonałej pracy na reprezentacyjnym zgrupowaniu. Prawda jest niestety zgoła inna.

Ustawianie piłkarzy na nienaturalnych pozycjach, a także nakładanie na nich nietrafionych założeń taktycznych. To tylko początek całej listy problemów, z jakimi boryka się szkoleniowiec urodzony w Truskolasach.

Poligon doświadczalny

Liga Narodów. Impreza, która dla większości trenerów europejskich drużyn jest tylko poligonem doświadczalnym i okazją na przetestowanie nowych ustawień zespołu. Jerzy Brzęczek robi natomiast wszystko, abyśmy odnosili wrażenie, że każde kolejne spotkanie rozgrywane w jej ramach było przysłowiową „walką na śmierć i życie”.

Istnieje pewna teoria mówiąca o tym, że 49-latek w obawie przed krytyką oraz utratą posady stawia raczej na sprawdzone rozwiązania i tym sposobem chce utrzymać się na stołku aż do przyszłorocznych mistrzostw. Czy taka metoda nie będzie jednak destrukcyjna dla polskiej piłki nożnej?

Potrzeba zmian

Dla wielu z Was ta opinia wyda się z pewnością nieco kontrowersyjna. My jednak uważamy, że podczas kadencji Zbigniewa Bońka na stanowisku prezesa PZPN polska piłka nie zrobiła nawet najmniejszego kroku w przód.

Spore ego samego prezesa, a także doskonała praca marketingowa otoczenia reprezentacyjnego może delikatnie rozmywać ten obraz. Rzeczywistość jest jednak brutalna.

Czy roszady w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej, a także powierzenie funkcji pierwszego szkoleniowca komuś o zdecydowanie lepszym warsztacie byłyby działaniami dającymi nadzieję na poprawę sytuacji piłki nożnej w Polsce?

Złote pokolenie

Mamy aktualnie jedne z najlepszych piłkarskich pokoleń w historii. Co do tego nikt nie ma chyba najmniejszych wątpliwości. Przeanalizujmy jak wygląda to na poszczególnych pozycjach w kontekście zbliżającego się EURO:

  1. Bramkarz – kilku zawodników o podobnym poziomie zaawansowania z delikatnym liderem w osobie Wojtka Szczęsnego.
  2. Środek obrony – pewnym Bednarek, doświadczony Glik oraz pukający ochoczo do drzwi składu pierwszej kadry Sebastian Walukiewicz.
  3. Boki defensywy – niezwykle silnie obsadzona prawa strona obrony, a także lewa, na której Maciej Rybus powinien toczyć bój o wyjściowy skład z Arkadiuszem Recą.
  4. Środek pomocy – konkurencja równie wielka jak chociażby na pozycji bramkarza. Ustawienie zawodników w tej części boiska zależy głównie od koncepcji taktycznej na konkretne spotkanie. Jedno jest pewne – mamy w czym wybierać.
  5. Skrzydłowi – jedna z największych bolączek naszej reprezentacji. W sytuacji gdy Kamil Grosicki nie jest w formie, to nasze boki pomocy w zasadzie nie istnieją. Melodią przyszłości i nadzieją na poprawę poziomu tej formacji są ostatnie występy Sebastiana Szymańskiego oraz Kamila Jóźwiaka. Kto wie, być może za kilka lat będziemy się zamartwiać o to, że nie posiadamy w składzie odpowiedniej osoby, która umiejętnie wykańczałaby ich doskonałe dośrodkowania.
  6. Atak – Lewandowski i długo, długooooo nic. Niedawno zakończone zgrupowanie pokazało, że formacja ataku bez Roberta Lewandowskiego zupełnie nie istnieje. Strach pomyśleć co z naszą kadrą za kilka lat, gdy RL9 przejdzie na zasłużoną emeryturę. Czy Piątek bądź Milik zdołają wreszcie spełnić pokładane w nich nadzieje?

Spora część polskich kibiców twierdzi, że nawet szary człowiek z podstawowym pojęciem o piłce byłby w stanie nadać naszej reprezentacji pewien styl, który sprawiłby, iż jej oglądanie nie byłoby szkodliwe dla zdrowia, jak ma to miejsce obecnie.

Na drastyczne zmiany w polskiej piłce nie mamy jednak na tę chwilę co liczyć. Być może rewolucja będzie miała miejsce wraz z przejęciem władzy przez kolejnego z prezesów. Czy wtedy za sterami siądzie wreszcie ktoś, kto będzie potrafił podjąć odważną, męską decyzję? Miejmy taką nadzieję.

 

 

Ocena artykułu
4.0/5 (głosów: 1)