25 lipca 2022 r.

Kolejny ciekawy sportowy tydzień. Polscy siatkarze z brązem Ligi Narodów

Siatkówka plażowa

Siedem minionych dni po względem sportowych wydarzeń z udziałem polskich sportowców można spokojnie nazwać naprawdę interesującymi. Najwięcej działo się oczywiście wokół debiutu Roberta Lewandowskiego, jednak kolejny międzynarodowy sukces do swojego CV dodali także siatkarze. Czy brąz rzeczywiście był maksimum, na jakie było ich tym razem stać?

Wygrana w finale pocieszenia

Z siatkówką podobnie jak i ze skokami narciarskimi jest w naszym kraju pewna ciekawa zależność. Wielcy kibice tych dyscyplin byli przez lata prawdziwe rozpieszczani kolejnymi sukcesami i w tej chwili każde choćby najmniejsze potknięcie jest bardzo szeroko komentowane. Oczywiście najczęściej w bardzo złym tonie.

Reakcje po dość kiepskim występie w starciu półfinałowym Ligi Narodów przeciwko reprezentacji Stanów Zjednoczonych były delikatnie mówiąc niezbyt przychylne. Tym bardziej, że Biało-czerwoni rozprawili się z tą samą drużyną stosunkowo gładko podczas zmagań grupowych. Legendarne powiedzenie mówi, iż mecz meczowi nierówny. W tym konkretnym przypadku idealnie się to potwierdziło.

Podopieczni Nikoli Grbica zmuszeni byli więc przystępować ostatecznie do rywalizacji o brąz. Po drugiej stronie siatki w tzw. finale pocieszenia stanęli Włosi. Aktualni mistrzowie Europy jawili się z pozoru jako przeciwnik równie wymagający co USA. Przebieg pierwszego seta pokazał jednak, iż teoria ta nie będzie miała tym razem absolutnie żadnego zastosowania.

Bartek Kurek i spółka dali swoim rywalom z Półwyspu Apenińskiego prawdziwą lekcję siatkówki. Triumf na przestrzeni zaledwie trzech partii to naprawdę spore zaskoczenie. W tej chwili rozpoczęło się już odliczanie do zbliżających się mistrzostw świata. Jak podczas nich będą spisywać się Polacy? Czy powtórka z dwóch poprzednich imprez mistrzowskich jest możliwa? O tym przekonamy się już niebawem.

Efekt „Lewego”

Nim rozbrzmiał pierwszy gwizdek popołudniowej potyczki o brąz w Lidze Narodów, to spore grono „sportowych świrów” było już na nogach od kilku dobrych godzin. Skąd tak wczesna pobudka w jeden z niewielu wolnych dni, jakim bez wątpienia jest niedziela? Wszystko za sprawą Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski około godz. 5:00 czasu polskiego miał bowiem wybiec na murawę obiektu w Paradise, gdzie jego nowy zespół mierzył się w towarzyskim El Clasico z zespołem popularnych Królewskich.

Robert zgodnie z przewidywaniami pojawił się w pierwszym składzie Dumy Katalonii na tę prestiżową potyczkę. Jej waga nie była oczywiście tak znacząca jak podczas rywalizacji ligowej, aczkolwiek gdy dwóch odwiecznych rywali staje naprzeciw siebie, to zawsze pojawia się sporo emocji. Tak też było i w tym konkretnym przypadku.

Były napastnik Bayernu Monachium występował w trykocie Blaugrany tylko podczas pierwszych czterdziestu pięciu minut. Powolne wprowadzanie go do drużyny jest całkowicie normalną praktyką. Na przestrzeni tych trzech kwadransów zupełnie nie można było dostrzec ewentualnego roztrenowania bądź też spadku formy w poczynaniach RL9. Można rzec również nieco żartobliwie, że dzięki niemu Katalończycy zdołali odnieść w tym pojedynku cenne zwycięstwo.

Zagorzali kibice Barcy ostrzą już sobie z pewnością zęby na kolejne starcie z udziałem swoich pupili. Oby w batalii z Juventusem Lewy zdołał udowodnić, że decyzja o jego zatrudnieniu była tą najlepszą od wielu, wielu lat. 

Ocena artykułu
5.0/5 (głosów: 2)