Czyżby polski „szczypiorniak” znów powstawał z kolan?

siatkówka-liga-mistrzów

13 stycznia 2022 roku oficjalnie wystartowały piętnaste Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn. Turniej na węgiersko-słowackich ziemiach już od pierwszego dnia zapewnił kibicom solidną dawkę emocji. Czy sympatycy „szczypiorniaka” znad Wisły również mogą liczyć na nieco radości podczas oglądania w akcji reprezentantów Polski? Spróbujmy się nad tym wspólnie zastanowić.

Polacy na ME w piłce ręcznej

Trzeba przyznać uczciwie, że 2016 rok to ostatni pozytywny akcent w wykonaniu Polaków na wielkiej międzynarodowej imprezie. Lista „osiągnięć” po zajęciu czwartej lokaty na IO w Brazylii wyglądała bowiem następująco:

Igrzyska Olimpijskie:

  • 2020 – brak kwalifikacji

Mistrzostwa Świata:

  • 2017 – 17. miejsce
  • 2019 – brak kwalifikacji
  • 2021 – 13. miejsce

Mistrzostwa Europy:

  • 2018 – brak kwalifikacji
  • 2020 – 21. miejsce

Oczekiwania przed rozpoczęciem europejskiego czempionatu za naszą południową granicą były więc spore. Polski kibic taki już jest. Choć w zagrzewanie zawodników do walki wkłada zwykle całe swoje serce, to jednocześnie jest niezwykle wymagający. Głód sukcesu potęgował się więc każdą kolejną minutą, jaka pozostawała do startu pierwszego grupowego meczu. Czy został on zaspokojony wraz z końcowym gwizdkiem starcia z Austrią? Ależ oczywiście! Każdy, kto poświęcił choćby chwilę na obserwację tego spotkania, odniósł chyba podobne wrażenie co my. Te piękne emocje, jakie pamiętamy z czasów Bogdana Wenty wróciły!

Podczas boju z Białorusią podopieczni Patryka Rombela dominowali przez niemal pełne 60. minut. Dało to ostatecznie bardzo pewne zwycięstwo w stosunku 29-20. Co to oznacza w dalszej perspektywie? Wtorkowa batalia z Niemcami zadecyduje o tym, która z drużyn zajmie pierwsze miejsce w grupie. Mocno trzymamy kciuki, aby konto naszych Orłów zostało zasilone kolejną wygraną. Niech ta piękna przygoda trwa nadal.

Novak Djokovic nie zagra w Australian Open

Wielotygodniowa telenowela wreszcie dobiegła końca. Lider rankingu ATP Novak Djokovic nie wystąpi w tegorocznej odsłonie turnieju na kortach w Melbourne. Dwudziestokrotny zwycięzca zawodów Wielkiego Szlema musiał opuścić terytorium Australii na wskutek anulowania wizy, która uprawniała go do pobytu na terenie tego kraju. 

Powód? Chodzi oczywiście o brak wymaganego szczepienia przeciwko COVID-19. Serb od dłuższego czasu nie krył się z tym, że jest zdecydowanie przeciwny ingerowaniu w jego ciało poprzez przyjmowanie nie do końca przebadanych preparatów, które mają go rzekomo chronić przed skutkami zarażenia koronawirusem.

Jak się okazuje, absencja 34-latka na tym prestiżowym turnieju może nie ograniczać się wyłącznie do bieżącej edycji. Anulowanie wizy jest bowiem równoznaczne z zakazem wstępu na terytorium Australii przez najbliższe trzy lata!

Czy wobec takiego stanu rzeczy jego nastawienie do całej sytuacji może ulec zmianie? Zdaje się, że nie. Zawodnik urodzony w Belgradzie udowodnił już albowiem wielokrotnie, że jest bardzo wierny swoim przekonaniom. Na nagłe zwroty akcji w jego poczynaniach zatem zdecydowanie byśmy nie liczyli.

ZAKSA z pierwszymi problemami w Lidze Mistrzów

Najlepsza drużyna w kraju wicelidera światowego rankingu FIVB. Tak oficjalnie można byłoby tytułować ekipę ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Zespół z pięknego miasta położonego w województwie opolskim to w ostatnim czasie niekwestionowany lider zarówno polskich, jak i europejskich tabel siatkarskich. Na krajowym podwórku ich pozycja lidera PlusLigi wciąż jest praktycznie niezagrożona. W piętnastu rozegranych spotkaniach Aleksander Śliwka i spółka nie zanotowali ani jednej porażki. Mało tego. Pozwolili sobie dotychczas na utratę zaledwie siedmiu setów. Brzmi imponująco, prawda? Nic zatem dziwnego, że przed startem zmagań w siatkarskiej Lidze Mistrzów apetyty były dość spore.

Po dwóch grupowych pojedynkach obrońcy tytułu najlepszej drużyny klubowej w Europie byli na dobrej drodze ku pewnemu awansowi z pierwszej lokaty w stawce. Problem pojawił się jednakże podczas ostatniego meczu z Lube Civitanova. Porażka po zaciętym pięciosetowym boju może w ostatecznym rozrachunku wprowadzić nieco zamieszania. Przypomnijmy bowiem, że tylko trzy najlepsze zespoły z drugich miejsc w swoich grupach uzyskają awans do dalszej fazy rozgrywek.

Przed spotkaniami rewanżowymi wskazana byłaby więc nadzwyczajna mobilizacja. Oby kędzierzynian było na nią stać. Kolejny triumf w Champions League byłby niewątpliwie czymś wielkim!

Ocena artykułu
5.0/5 (głosów: 1)