A w reprezentacji nadal bezkrólewie. Sportowe podsumowanie tygodnia

polska-holandia-zapowiedz

Przeciągający się wybór nowego selekcjonera reprezentacji Polski w piłce nożnej. Kiepskie występy szczypiornistów na Mistrzostwach Europy oraz słodko-gorzkie występy Polaków w Australian Open. Tak w telegraficznym skrócie wygląda lista tematów, jakie poruszymy w dzisiejszym podsumowaniu. Jesteście ciekawi szczegółów? Zapraszamy do lektury.

Trenerska telenowela

Zdarzyło Wam się kiedyś rzucić okiem na kultową „Modę na sukces”? Ta opera mydlana gości na ekranach telewizorów już od niemal 35 lat! Co by tu dużo nie mówić jej fabuła jest delikatnie mówiąc zagmatwana. Nie jesteśmy do końca przekonani, czy tego co się tam tak naprawdę dzieje są świadomi sami scenarzyści. 

moda na sukces

Źródło – Kwejk

Tak się składa, że podobne odczucia towarzyszą nam, gdy obserwujemy ostatnie poczynania prezesa PZPN-u pana Cezarego Kuleszy. Lista trenerskich nazwisk łączonych z pracą w naszej reprezentacji z dnia na dzień staje się coraz dłuższa. W chwili tworzenia tego artykułu w przysłowiowej grze pozostaje już chyba tylko finałowa trójka. W jej skład wchodzą kolejno:

  • Andrij Szewczenko
  • Jan Urban
  • Adam Nawałka

Jak przedstawiają się szanse każdego z nich? Paradoksalnie w najgorszym położeniu jest podobno Adam Nawałka. Krakowianin mający za sobą pięcioletnią przygodę z kadrą z niewiadomych względów zdecydowanie spadł w notowaniach prezesa Kuleszy. Na pozycję lidera wysunął się za to Andrij Szewczenko. Ukrainiec, którego trenerskie doświadczenie jest doprawdy znikome ma być rzekomo o włos od podpisania umowy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Co stoi na przeszkodzie? Pensja, jakiej oczekuje legendarny niegdyś napastnik. 

Zastanawiacie się więc, skąd w tym wąskim gronie osoba Jana Urbana? Jeśli mamy być szczerzy, to nie mamy zielonego pojęcia. W PKO Ekstraklasie prowadzony przez niego Górnik Zabrze znajduje się co prawda na 7. miejscu po rundzie jesiennej, ale to niestety jego jedyny trenerski sukces na przestrzeni paru minionych lat. Czy to predysponuje go do prowadzenia najważniejszej drużyny piłkarskiej w kraju? Zdecydowanie nie. Czekamy zatem z nieskrywaną ciekawością na zakończenie tej reprezentacyjnej sagi. Coś nam się zdaje, że może się jeszcze dziać naprawdę sporo.

Z nieba do piekła

Pamiętacie, jak w poprzednim artykule z tej serii pisaliśmy Wam nieco o występach podopiecznych Patryka Rombla na Mistrzostwach Europy? Wtedy zachwyty nad grą Patryka Moryto i spółki były jak najbardziej uzasadnione. W zaledwie tydzień sytuacja ta uległa jednakże przemianie o 180 stopni. 

Ostatni mecz rundy wstępnej z Niemcami pokazał już bowiem, że na duże sukcesy tej ekipy będziemy musieli jeszcze troszkę poczekać. Mimo iż piłka ręczna polega poniekąd w dużej mierze na ambicji i woli walki, to na tym poziomie jest to zdecydowanie za mało, aby rywalizować jak równy z równym z absolutną światową czołówką.

W chwili tworzenia tego artykułu polscy szczypiorniści mają za sobą trzy spotkania fazy zasadniczej. Niestety ich konto punktowe jest bardzo ubogie, gdyż na przestrzeni tych trzech meczów udało im się wywalczyć zaledwie remis z reprezentacją Rosji. Czy to słaby wynik? Wydaje się być zupełnie adekwatnym do aktualnych możliwości. Jeśli związkowym włodarzom starczy cierpliwości na najbliższe lata, to perspektywa pisząca się przed tą ekipą jest naprawdę interesująca. Kolejne złote pokolenie w polskiej piłce ręcznej? Ojj z całą pewnością byśmy sobie tego życzyli!

Pierwsza rakieta polskiego tenisa

Zbytnią niespodzianką nie będzie chyba fakt, kto kryje się pod mianem „pierwszej rakiety polskiego tenisa”. Piekielnie uzdolniona warszawianka po raz kolejny została jedyną przedstawicielką naszego kraju w prestiżowym turnieju Australian Open. 

Dziewiąta zawodniczka światowego rankingu WTA jest dziś świeżo po awansie do ćwierćfinału australijskiego turnieju wielkoszlemowego. Po trudnym trzysetowym boju udało jej się pokonać Rumunkę Soranę Cirsteę. Ostatni z poniedziałkowych meczów wyłonił zresztą jej rywalkę w kolejnej fazie zawodów. Estonka Kaia Kanepi stanie na drodze dwudziestolatki już w najbliższą środę 26 stycznia. Stawka ich bezpośredniej rywalizacji? Udział w 1/2 finału. 

Niestety Iga Świątek to w tej chwili jedyna zawodniczka znad Wisły, jaka nadal bierze udział w turnieju rozgrywanym na kortach w Melbourne. Magda Linette oraz Magdalena Fręch musiały poznać smak porażki już w początkowej fazie zmagań.

Wśród Panów już po drugiej rundzie bilety powrotne do domu musiał bookować natomiast Hubert Hurkacz. Wraz z nim na lot do Polski mógł udać się także Kamil Majchrzak, gdyż jego przygoda na australijskich obiektach również dobiegła końca w II rundzie.

Czego oczekujemy od właśnie rozpoczętego tygodnia? Na pewno honorowego pożegnania z europejskim czempionatem w wykonaniu polskich piłkarzy ręcznych. Mocno ściskamy kciuki także za naszego tenisowego rodzynka tj. Igę Świątek. Powtórka z Roland Garros w 2020 roku? Byłoby pięknie, prawda?!

Ocena artykułu
5.0/5 (głosów: 2)